RECENZJA KSIĄŻKI

Znany żeglarz, skipper jachtu „Donald”, spec od napędów jachtu tak pisze o książce:

„Praktyka bałtycka na małym jachcie – po latach” jest tym, czego potrzebujesz, aby w bezpieczny sposób wypłynąć z jeziora na zalew, a z zalewu na morze. Jeżeli nie znajdziesz w niej rady, którą szukałeś, to możesz z całą pewnością założyć, że jest Ci ona niepotrzebna.

Autor poradnika zawarł w niej wydestylowaną esencję praktyki morskiej o mocy 95% – więc nie licz, że pokonasz ją jednym haustem. Czytając ją wielokrotnie miałem wrażenie, że pisana była kastetem, a nie piórem. Ma tę cechę, że możesz ją zacząć od środka, końca lub wczesnego początku. I tak nie ma to znaczenia, bo będziesz do niej wracał wielokrotnie, tak, że w końcu mimowolnie nauczysz się jej na pamięć – po to jest po prostu najlepsza praktyka morska na małym jachcie bałtyckim. Najlepiej Twoim własnym. Odkrywaj na nim Amerykę – ale nie wynajduj koła, głowiąc się nad zagadnieniami wyposażenia i adaptacji jachtu do morskiej żeglugi. Autor to już przećwiczył, a teraz ta uporządkowana wiedza jest dedykowana Tobie.

Z książki dowiesz się rzeczy dużych – na przykład, jaka wielkość łódki morskiej będzie optymalna dla Ciebie, ale również mniejszych, ale bardzo przydatnych – na przykład, dlaczego nie powinieneś się zbytnio przywiązywać do myśli o działających zbiornikach wody pitnej. Jeśli nie masz jeszcze 2 egzemplarzy (jeden w domu, jeden w jaskółce nawigacyjnej na łódce) to czym prędzej napraw ten błąd – zanim inni osuszą nakład do cna.

Tadeusz Lis