Rok temu znalazłem się w przymusowej sytuacji kupna silnika do jachtu. Jacht kupiłem z silnikiem elektrycznym i nawet miało to sens, ponieważ ‚udzielam” się na Wdzydzach, gdzie obowiązuje zakaz używania silników spalinowych. Ale pierwsze doświadczenia pokazały nieprzydatność tak słabego napędu… i zaczęło się!

Ból głowy co kupić przy wyczyszczonej zakupem jachtu, kasie. Jak zwykle do internetu i dopiero się zaczęło. Trwała tam wojna na temat silników produkcji chińskiej – Parsun i SeaKing. Od razu wyjaśniam, że jak się okazało, to ten sam silnik, produkowany na licencji Yamachy, która ten model już zaprzestała produkować a różne nazwy, bo dwie firmy chińskie zabrały się za tą produkcję.

Chińskie silniki zaburtowe

Popatrzyłem znowu w internecie i okazało się, że są o połowę tańsze od analogicznych silników znanych marek. To był balsam na moje rozterki z brakiem pieniędzy, ale przeraziły mnie opinie grzmiące w internecie. Przypominam, to było ponad rok temu. Uwagę moja zwrócił fakt, że pochodziły wyłącznie ( te złe opinie) od żeglarzy nie używających tych silników i podejrzewam nawet, nie mających o nich większego pojęcia. Nieliczne, nieśmiałe głosy wyrażały zupełnie co innego. Jedyną krytyczną uwagę przeczytałem od użytkownika SeaKinga a dotyczącą zawieszania się iglicy w gaźniku. No to mnie ta rzecz gnębiła przez lata w Johnsonie.

Jak przeczytałem, że serwisy wyrażają się krytycznie, to sprawa zaczęła się klarować.
Postanowiłem kupić silnik Parsun. Przyszedł wspaniale opakowany w styropiany i pudło. Jadę z nim do mojego serwisu i słyszę… ja tego g… nie będę serwisował, ale jakoś go udobruchałem, zrobił przegląd zerowy, coś tam mruczał o kosiarkach i tyle.
Pojechałem na jeziora, zwodowałem jacht i cztery miesiące sobie balowałem, od czasu do czasu potrzebny był silnik. Oceniam, że przepracował w tym czasie 12-14 godzin. Bezbłędnie, zapalanie na życzenie, od pierwszego razu. Zużycie paliwa o połowę mniejsze niż Johnsona. Po kilku godzinach skończyła się też kosiarka, zaczął chodzić cichutko.
W tym czasie spotkałem żeglarza użytkującego SeaKinga od 4.lat. Jedyną uwagę miał właśnie o zawieszaniu się iglicy.

Kolega, któremu skradziono silnik, kupił za moim przykładem Parsuna, też go chwali.
Poważne słowa krytyki dotyczyły technologii, parku maszynowego i materiałów. Pamiętamy (starsi) japońskie podróbki i co się stało po kilku latach. Mam znajomych w Chinach, ich opinia o nowoczesności chińskiego parku obrabiarek jest doskonała – pełna nowoczesność. Licencja zapewnia dochowanie technologii i reżimów. Ogląd silnika robi dobre wrażenie.
Czas zrobił swoje, dzisiaj w internecie proporcje się odwróciły. Jeszcze pojawiają się głosy, ze lepiej kupić starą Hondę itp. ale przeważają pozytywne opinie użytkowników tych silników.

„Chińczyki” się obroniły, z czego się cieszę u progu nowego sezonu.

Zbigniew Klimczak

Spodobał Ci się tekst ? Zapraszamy na stronę autora www.przewodnikzeglarski.pl .